Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Kiedy kolory stają się tęczą". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Kiedy kolory stają się tęczą". Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 maja 2015

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 11


Okno wychodziło na wschód. Barwiąc chmury światło przychodziło znad brzegu świata. Neska przyglądała się pąsowemu baldachimowi, który otaczał łoże ze wszystkich stron. Przeciągnęła się.
Muszę odnaleźć łazienkę – pomyślała i poszła do toalety. – To się nazywa proza życia.
Ubrała się, wyszła na balkon. Czekała ją niemiła niespodzianka. Na początku jednak niczego nie zauważyła. Wdychała rześkie powietrze i patrzyła na zamglone szczyty gdzieś w oddali. Czyżby znajdowała się w raju? Nie. Na pewno nie. A więc kula elektryczna nie pozbawiła jej życia. Dlaczego? Przytłaczając cichym cieniem okolicę drzewa rozciągały się wzdłuż pasma gór. Na skraju lasu widniało jezioro, którego szum…Zaraz, zaraz… Jezioro nie powinno…Przed balkonem na dole stał tłum. Czarodziejka zamarła. Wznosząc głośne okrzyki alira zebrały się właśnie w tym miejscu.
– Zofia, Zofia, Zofia! Gdzie jesteś, dlaczego jest ich tak dużo? – Agnieszka znalazła schody prowadzące na dół i jak najszybciej zbiegała po krętych stopniach. – Przepraszam – powiedziała wpadając na kogoś. – Muszę znaleźć siostrę.
– Neska. Śpisz? Poznajesz mnie? Halo! – Zofia machała rękami przed jej oczyma.
– Ci, no niebiescy, stoją i krzyczą. Co ja mam im dać?
– Spokojnie. Właśnie zostałaś Królową.
– Królową?
– No tak, rządzisz, wydajesz rozkazy, nosisz koronę i… Chyba zmienią ci imię.
– Co? – Neska otworzyła szeroko oczy. – W co ty mnie wpakowałaś?
– To nie tak. Pasujesz im do jakiegoś proroctwa, coś takiego. Fajnie, co nie? Za kilka dni jest ceremonia koronowania. Moja siostra jest Królową, moja siostra jest Królową!
* * *
– Wejdź do środka. Kiedy wyjdziesz, powiesz, kim jesteś. – Czarodziejka znalazła się w kapsule. Minęło 15 minut.
Starsza siostra obserwowała scenę z boku, Neska nie wychodziła.
– Co się dzieje? – zwróciła się do jednej z obecnych alira.
– Ćśśś! Ona potrzebuje czasu.
– Jestem Panią Tęczy, Wschodzącą Gwiazdą, Światłem Empatii, bo złączyłam kolory w jedno, bo zniszczyłam Pierścień Sześciu Światów i połączyła w jedność wszystkie oddzielone Krainy. Ale jestem też Ag-Nes, ponieważ każdy powinien zachować swoją istotę. Zofia podbiegła do Królowej.
– Co myślisz o herbatce ze Złym? – powiedziała Ag-Nes do siostry. – Chodź, on na nas czeka. Nie gniewaj się.
















sobota, 23 maja 2015

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 10


Szła samotnie do domu. Odesłała rudzielca do portalu. Musiał pomóc tej dziewczynie. Ona, Neska, nie miała już żadnej nadziei. Teraz, gdy wracała przez zamglone ulice do szarej rzeczywistości. Do świata, w którym nie poważano jej, w którym ją wyśmiewano, w którym istniała jako ta ponura i naiwna. Pierścień leżał w jej kieszeni. Zapukała do domu. Zamknięte. Wyjęła klucz, jak dobrze byłoby jechać teraz do Krainy Empatii, przekonać się, że Zofia żyje, że ma się świetnie i nic jej nie jest. Coś odwróciło jej uwagę.
* * *
Nad nią stały dwie wodne postacie.
– Gdzie jestem? – zdziwiła się czarodziejka.
– W Krainie Empatii. Jestem Teraminta, to jest Nona. – przedstawiła się pierwsza.
– Udało ci się – uśmiechnęła się druga. – Odnalazłaś Klucz. Ale nie za to będziesz wielka pośród nas, lecz za to, co stanie się później.
– Kim jesteście?
– Jesteśmy alira, duchy Empatii, zaprowadzimy pokój we wszystkim. Rozumiemy każdą istotę – odparły chórem.
– Czyli rozumiecie Złego…On naprawdę ma tak na imię?
– Niestety tak – zmartwiła się Teraminta – Tak naprawdę nigdy nikogo nie uśmiercił. Szantażował, zmuszał do pracy, więził, ale nie potrafi zabijać.
– Wiktor powiedział mi…
– Ale to nie sam Zły ją zamorduje. Wyśle Broń, wynalazek Gedera. Wysyłając ją nie wiedział w co się pakuje. On nie nadaje się do tyranii i właśnie na tym polega jego problem.
– Zofia jeszcze żyje? – to pytanie od dawna cisnęło się dziewczynie na usta.
– Tak – Nona pstryknęła palcami. – Twoja siostra powinna jutro tu być. Odpocznij. Straciłaś rachubę czasu. Jest wieczór, czas do łóżka. Zobaczysz się z siostrą jutro rano. Chodź. Znajdziemy dla ciebie odpowiednią chmurę.
* * *
Biały puch to najwygodniejsze miejsce do spania, jakie widziała Agnieszka. Miękkość wody, mleczna biel z elementami pąsowego, rześkie powietrze, delikatny masaż z promieni słonecznych, ćwierkanie ptaków. To wszystko napełniało czarodziejkę wewnętrznym spokojem. Ale jak ona teraz zejdzie? Zesztywniała. Cisza huczała jej w uszach. Rozmyślając nad bezpiecznymi sposobami opuszczenia podniebnych sfer Agnieszka zamarła. Krzyki. Czy to na pewno TA osoba? Na pewno.
* * *
– Nic się nie stało? – zapytała wysoka brunetka. – Z tej wysokości, no wiesz chmury były dosyć wysoko. O czym to ja mówiłam?
– Zofia! – Neska poderwała się z ziemi – Znalazłam Klucz! Żyjesz!
Nastąpiła chwila milczenia.
– Jak było? – odezwała się w końcu starsza siostra.
– Dużo się działo – odpowiedziała Neska. – Wszyscy mówili, że jestem wybrana, wiesz, w Krainie Miłości, a potem wyrzucili mnie za Drzwi. Mir-Wana powiedziała, że to przez fałszywe klucze. Nie rozumiem. Te klucze jeszcze istnieją? I jak w ogóle udało ci się wyskoczyć z tej skóry?
– Widzisz, odkryłam w planie Złego małą lukę. Ciało zaczęło chorować, a ja postarałam się, żeby umarło.
– Zabiłaś Olenę? – Agnieszka wzdrygnęła się. – Jak mogłaś?
– To był robot, marionetka, która nie myśli. Nie żywa istota. A co do fałszywych kluczy, tak, wciąż istnieją. Widzisz tutaj Zły nie ma dostępu, ale na zewnątrz nic się nie zmieniło. Moc Empatii nas chroni.
* * *
– Marleno, wsiądź do statku! – wykrzyknął szatyn. – Niedługo cała planeta spłonie, szybko!
– Nie – Odparła kobieta przeczesując jedną ręką ciemnorude włosy. Drugiej nie miała.
Wiał zimny wiatr.
– Musimy odlecieć. Będziesz szczęśliwa, obiecuję – nalegał. – Jestem twoim przyjacielem, nie pamiętasz?
– „Iskry przyjaźni zatonęły w mroku.” – Helonium, twój ulubiony autor, pamiętasz? Wielki z ciebie przyjaciel, chcesz zniszczyć mój dom – zaśmiała się. – Coś nam jeszcze z tej przyjaźni pozostało. Nie będę walczyć.
– Nie możesz – zaprotestował mężczyzna.
Ciężka kotara osnuła świat ciemnością. Niebo rozpłakało się. Marlena odwróciła się plecami i odeszła.
– A zresztą, rób co chcesz! – krzyknął jej na odchodne.
* * *
– Dlaczego musimy zabić Złego? – zapytała młodsza siostra.
– Już ci mówiłam, jest zły. Jest niebezpieczny. Gdyby nie on, nie musiałabyś szukać Klucza.
Dobiegł je ostry gwizd. Zatkały uszy. Nagle na samotnej polance, gdzie niedawno wylądowała Agnieszka zrobił się wielki tłok. Setki alira płynęły w powietrzu. Najdziwniejsze jednak było to, że wszystkie podążały w jednym kierunku. Teraminta, gdy zauważyła dwie dziewczyny opadła na ziemię i podbiegła do nich.
– Pospieszcie się – wysapała ostatkiem sił. – Zły zaatakował Szkołę! Tak, wiem Nesko, on nigdy nie atakował, ale jeżeli się nie pospieszycie, skutki mogą być nieobliczalne!
To mówiąc złapała je za ręce a srebrne iskierki otoczyły siostry i uniosły je w powietrze.
* * *
W Wielkiej Sali panowała cisza mimo że zgromadziło się tam około 200 osób. Wszyscy chcieli dosłyszeć Złego, który stał naprzeciwko dyrektorki, a jednocześnie przygotowywali jak najmocniejsze zaklęcia ochronne.
– Odsuńcie się. – rzekł mężczyzna.
– A więc zaczynaj – Legenda zmrużyła oczy i odsunęła kosmyk siwych włosów z czoła.
Zły skoncentrował się. Złożył ręce. Rozwierając dłonie tworzył kulę elektryczną. Uczennicy przeraziły się, ale jedna z nich, Mari, na szczęście nie straciła głowy i kazała pozostałym dziewczętom utworzyć krąg wokół pola walki.
Tymczasem siostry stały w pierwszym rzędzie razem z grupką alira.
– Patrz – Zofia wskazała na mężczyznę. – Jego kula ma zbyt dużą moc. Stracił nad nią panowanie. Pęknie mu w dłoniach. Żegnaj, Agnieszko.
Z dłoni sypały się snopy iskier. Dyrektorka szybko wzięła niebieską Energię i podała ją Ewie, pierwszej uczennicy. Ta przekazała ją Mari, Mari dała ją Tiarze, wreszcie Syelwa – kula elektryczna dotarła do Legendy, która wymierzyła we wroga. Ustawiła kulę tak, aby zniszczyła tylko jedną osobę, tę, w którą trafi Energia. Siostry trzymały się za ręce. Przeczuwały coś niezwykłego. Dyrektorka skupiła się. Cisnęła Syelwą. W tym momencie Agnieszka rzuciła się przed Złego.
Zofia ukryła twarz w dłoniach. Czas jakby się zatrzymał i plamy dźwięków zlały się w bezsensowną szarość. Później jeden głos niczym złoty dzwon wybił się ponad zwyczajny zgiełk. Ona umarła. Powoli kolory wracały, najpierw czerń i biel, potem karmazyn, żółcień i inne. Dźwięki, pieśń, muzyka… Muzyka? Zofia odwróciła głowę, przeniosła wzrok na Złego. Przeżył. Nagle zauważyła mgiełkę unoszącą się wokół niego. Właściwie on też unosił się w powietrzu. I Agnieszka. Zaraz, ona żyje!
– Tęcza, siedem kolorów stworzonych poprzez Królową – śpiewały alira.
– Stop! – powiedziała Teraminta. – Dziewczyna jest nieprzytomna. Trzeba się nią zająć.

















































sobota, 9 maja 2015

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 9


Ląd, kraina polarna osnuta białym piaskiem. Iście pustynny klimat. W Krainie Wiecznej Zimy nie rosły żadne rośliny oprócz dwóch brzóz, które cudem przeżyły nieustające zawieje. Przyciągając wzrok drzew ogromna budowla, zamek z wodnego kryształu stał niewzruszenie na swoim miejscu. Wiatr dął w swój róg miotając płatkami śniegu, bił nimi z nieopisaną furią, dmuchał coraz mocniej: lodowy pałac już prawie zniknął, tak gęsto padał zimny puch. Stojące w jednej z zasp Drzwi Do Nikąd otworzyły się. Wyszła stamtąd młoda dziewczyna. Nosiła krótką spódniczkę oraz cienki sweter.
– Do stu piorunów, bez przesady, co? Piekielne gorąco – kraina śniegu, bardzo dużo roślin – dwa umierające e… no drzewa. Zwariować można! Po co ja w ogóle tu przychodziłam?! No tak. I po co ja brnę w śniegu, okaże się, że ta legendarna „Królowa” nie istnieje, że muszę teraz szukać czarodzieja w lisiej czapce, że w ogóle moja siostra jest chora psychicznie i … – rozległo się przeciągłe wycie. – Wilki? Nie, to tylko wiatr… A zresztą, cokolwiek to jest, moja siostra nie jest, nie była i nigdy nie będzie obłąkana. Gdyby tak było, nie przeżyłabym ani jednego dnia w Szkole. I zawsze będę szukać tego Klucza. Nawet jak… Nie mogę zginąć. – Agnieszka przyspieszyła kroku. Choć szła może sześć metrów na godzinę, to w jej przekonaniu pruła przez zaspy z niewiarygodną prędkością. Bezlitośnie zgniatając chmury płatów śniegu rozpruwała grubą pierzynę. Do zamku jeszcze tylko kilka kroków…
Bam! Wtoczyła się do Pałacu. W pozycji stojącej utrzymywała się resztkami sił. Rozejrzała się wokół siebie. Wielkość zamku ją przytłaczała. Na lodowo-niebieskiej posadzce nie leżał żaden dywan. Na ścianie nie wisiał żaden obraz. Ale ze śnieżnobiałego sufitu zwisał żyrandol tak duży, że muskał ją lekko w ramię, tak ciężki, że gdyby spadł zabiłby Neskę.
– Królowo! – zawołała, a echo powtórzyło jej głos. – Królowo! – nie było odpowiedzi. Poprzedzone ujadaniem wycie znów się rozległo.
To nie może być wiatr – pomyślała dziewczyna, – to wilki! Czarodziejka nigdy nie bała się wilków w odróżnieniu od swojej siostry. Przypominały nią samą. Wiele z nich zostało zabitych i podczas pełni te, które jeszcze pozostały, krzyczały w bólu i wściekłości do swoich przyjaciół, braci i sióstr, które gdzieś tam skąpane w białej poświacie odpoczywały po śmierci. Ich siła zdumiewała czarodziejkę. Kiedyś w lesie spotkała jednego z księżycowych psów. Chciał ją zaatakować. Widziała zjeżoną sierść na grzbiecie fosforyzujące oczy i strach, poczucie zbliżającego się końca. Odeszła. Nie mogła nic więcej zrobić. Ale od tamtego czasu pokochała te stworzenia, chociaż przerażenie zmieniło je w potwory. Przyglądając się wysoko sklepionym salom szła teraz przez pustkę pałacu, podążała za głosem zwierzęcia. W końcu dotarła do najokazalszego i najmniejszego zarazem pomieszczenia. Przy jednej ze ścian stał wysoki tron. Patrząc się w kryształową kulę i popijając herbatkę siedziała na nim kobieta o słomkowych włosach. Na czole lśnił mały diadem, chabrowa suknia podkreślała grację figury. Obok niej stał rudy chłopak. Po prawej ręce królowej siedział wilk. Wszyscy troje rozmawiali ze sobą.
– Jesteś pewien, że chcesz jej o tym powiedzieć? Zastanów się – ciągnęła jasnowłosa.
– Nie, ale…Ona sobie nie poradzi. Zły wytropi ją zanim…
– Tylko, że jest jeszcze kawałek lodu, zagadka, którą trzeba rozwikłać – jak to mówimy ja i Gerda – ty jej potrzebujesz, jeśli powiesz jej o tym teraz, na pewno cię nie zawiezie.
– Grrrrr…– wtrącił się księżycowy pies.
– A, tak kochana. Zapomniałam o mojej kuli. Witaj Agnieszko! – zawołała śpiewnym głosem. – Jestem Ariadis, Królowa Lodu. Napijesz się herbaty?
– Herbaty?! – wrzasnęła dziewczyna. – Herbaty?! Po to przebyłam sześć Światów, żeby cel mojej podróży zapraszał mnie na herbatę?!
– Powiem, jak szukać Klucza – odparła kobieta. Przy herbacie. Jeśli zamierzasz szybko dotrzeć do Komnaty musisz się lepiej ubrać. Pojedziesz na Gerdzie. Nie martw się, nie zrzuci cię.
– No dobrze – zgodziła się Agnieszka, a Królowa nalała jej złocistego płynu do osobnej filiżanki.
– To bardzo proste. Musisz w każdym Świecie wyczarować te niebieskie iskry, co w Krainie Miłości.
– To wszystko?
– Tak. Jak odnajdziesz Klucz musisz pomyśleć o Krainie Empatii, wtedy, według legendy Wrota się otworzą.
– Tej Legendy, co wysłała do mnie list?
– Nie. Legenda, która wysłała do ciebie list, to dyrektorka twojej szkoły.
– Co?!
– Natomiast legenda, o której mówię to starodawna opowieść o kolorach, które zostaną zbudzone i połączą się na znak pokoju między wszystkimi stworzeniami i przyrodą.
– Nic nie rozumiem.
– Nikt nie rozumie. Ale wygląda na to, że to ty jesteś tą, która „piorunem w ziemię uderzyła i wszystkich nas uratuje”. Prawdopodobnie z Krainy Empatii wyjdą wtedy potężne siły magiczne, które pomogą unicestwić Złego.
– Zabić? – przeraziła się Agnieszka – To okrutne.
– A masz jakiś lepszy pomysł?
– Nie.
– Ja też nie – odezwała się Królowa po chwili milczenia. – To okropne. To mój kuzyn.
– Kuzyn?! Z iloma osobami w Krainach jest jeszcze spokrewniony?!
– Budowaliśmy razem zamki z piasku, naprawdę. Asmilora, jego siostra zawsze trzymała stronę swoich rodziców. „To dziecko jest stworzone do podbojów” – mówiła ciotka, dlatego Asmi zawsze nam przeszkadzała. Była taka władcza, schodziliśmy jej z drogi. Strija i Lilian, moje siostry, zawsze nam towarzyszyły. Od Lilian biło takie światło. Ona była najstarsza, ale nam to nie przeszkadzało, w każdym razie mnie. Bo Strija była wściekła, czuła się wykorzystywana jako ta najmłodsza. Wszyscy jej unikali, ponieważ nie panowała nad swoją mocą. Tu i ówdzie coś spłonęło, no, wiesz, jak to bywa. Jedyną osobą, która nie bała się z nią przebywać była właśnie Lilian. Nie chciała, żeby jej mała siostrzyczka czuła się samotna. Strija gardziła litością. W jej Krainie nie zależała już od nikogo. Jeszcze jedno. Wiktor prosi, żebyś zawiozła go pierścionkiem na Nimeru, waszą planetę. Koniecznie chce się tam dostać. Jak najszybciej. Prawdopodobnie wpadł w jakiś portal i bez pierścienia nie może wrócić. Nie musisz mu go dawać, wystarczy, że pozwolisz mu iść ze sobą.
– On jest niemy? – spytała Neska. – Nie może sam powiedzieć? Biedak. Ale jak udało się go zrozumieć?
– Nie jest niemy. O ile wiem, słyszałaś jak mówi. Po prostu jest trochę nieśmiały.
– A, tak faktycznie. Chodź Wiktor. Wielki dzięki za herbatę. Miętowa to moja ulubiona – utkwiła wzrok w Gerdzie. – Musimy już iść.
– Znów się spotykamy – warknęła wilczyca.
– Poznaję cię – odpowiedziała czarodziejka. – Miło mi.
– Ty ją rozumiesz – zdziwił się Wiktor. – Jak?
– Dlaczego mam nie rozumieć? – rzekła Agnieszka, kiedy już wychodzili.
– No…Bo zwierzęta nie mówią.
– Tak, to dlaczego Gerda mówiła, hę?
– Jesteś dziwna.
– Przypominasz mi trochę Ernesta.
– Ernest nie istnieje – chłopak odetchnął głęboko. – Ja nim jestem. Śledziłem cię przez wszystkie Krainy, ale zgubiłem pelerynę niewidkę.
– I mam cię teraz zabrać na Nimeru?
– No, tak. Gnomy Złego mnie gonią. Nie chciałem cię szpiegować, naprawdę. Na Nimeru mam przyjaciółkę, a Zły zagroził, że ją…
– Rozumiem.
* * *
Gdzie oni się podziewają? – pomyślała Ariadis. – Już minęło trochę czasu. Jeszcze nie wypuściła tutaj iskier. Chyba, że znaleźli już Klucz. – Sięgnęła po kryształową kulę. – Nie, są w Krainie Nocy.
* * *
– Agnieszko, skup się! – poprosiła Królowa. – Wypuść iskry!
Ziemia zadrżała pod wpływem siły. Huknęło. Klucza nigdzie nie było.
– Idziemy – stwierdziła dziewczyna. – Musimy wracać. Twoja przyjaciółka czeka na ciebie – zwróciła się do Wiktora.















































niedziela, 12 kwietnia 2015

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 8


Małe punkty błyszczały na firmamencie nieba tylko po to, żeby można było je obserwować. Najjaśniejsza gwiazda Lia mrugała wesoło na ciemnym tle. Obok niej świecił gwiazdozbiór Lotosu, Koła Dawnych Dni, Róży, Beatrycze i wiele innych, które Agnieszka dobrze znała. Czarodziejkę zachwycił blask ciał niebieskich, ale czerwona lampka mrugała w jej głowie niezwykle intensywnie. Przecież teraz jest dzień, a raczej powinien być. Jednak dwie inne konstelacje wprawiły ją w osłupienie: Sowa i Galop. Szła brukowaną uliczką patrząc się w niebo.
– Ej, nie mogłabyś bardziej uważać?!
Neska odwróciła się.
– Naprawdę mi przykro. Szukam królowej. Mógłbyś mi pomóc? – zwróciła się do chłopca.
– W chmurach? – zaśmiał się tamten – Jestem Er…Ernest. Chodzi ci o Królową Nocy? Mieszka w swoim obserwatorium. To całkiem niedaleko stąd. Jak masz na imię?
– Agnieszka. Właściwie nie wiem, która to królowa. Lilian nie powiedziała.
– Jesteś naiwna – stwierdził Ernest – Słuchasz jakiejś kobiety, ufasz jej. Gdyby ktoś cię śledził, już dawno by cię złapał.
– A jeszcze nie. Nikt mnie nie dorwie.
– I do tego samochwała. A wyobraź sobie, że to ja jestem szpiegiem, co bym zrobił na jego miejscu? Zabiłbym cię.
– No, co ty? Miałbyś być szpiegiem? – zdziwiła się dziewczyna
– Nie – zniecierpliwił się chłopak – Chcę ci tylko powiedzieć, żebyś przestała mamleć językiem. To kraina nocy. Roi się tu od ciemnych spraw.
Oboje szli przez jakiś czas w milczeniu. 5 minut, 10 minut, 15 minut…
– Ile się jeszcze idzie do tego obserwatorium? – czarodziejka nie wytrzymała.
– Już tu jesteśmy. Ślepa jesteś? W prawo, nie w lewo. Patrz. – wskazał na wielką wieżę – Idź, ja się boję. Nie wiadomo, co tam czeka. Cześć! – i poszedł sobie.
Neska spojrzała na budynek. Naprawdę wysoki. I ciemny jak noc. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Mogła tylko patrzeć na ogromną budowlę. W końcu podeszła do drzwi i zapukała. Nikt jej nie odpowiedział, więc weszła do środka. Oczekiwała, że wejście zamknie się jak tylko przez nie przejdzie. Pozostało jednak otwarte.
– Szlaje – wyszeptała. Ogarniał ją taki mrok, że musiała zapalić iskierkę. Teraz dopiero rozpoczęło się prawdziwe piekło. Jej złowieszczy cień suwał się po ścianach wieży, gdy Agnieszka wspinała się w górę po krętych schodkach, które zdawały się nie mieć końca. Czarny i długi kontrastował z jasnością światła, które roznieciła w dłoni. Echo niosło każdy jej krok, mimo że czarodziejka starała się chodzić ostrożniej. Mijały wieki. Ile już żyła w tym mrocznym świecie? Do każdego kroku musiała się zmuszać. Gdyby nie Zofia, jej ukochana siostra, nigdy nie zakładałaby tego ohydnego pierścionka i pod żadnym pozorem nie wchodziłaby do obserwatorium. Ale teraz już za późno. Zwłaszcza, że znajdowała się na samym szczycie. O nie. Nie warto się cofać. Ponieważ tuż przed nią znajdowały się drzwi. Zapukała, znów nikt nie odpowiedział. Pociągnęła więc za posrebrzaną gałkę. Jak śmiesz zakłócać nam spokój?! – ryknęła kobieta. Jej włosy i biała skóra lśniły w blasku księżyca. Czarna suknia z wysokim kołnierzem zaszeleściła – I co masz do powiedzenia?!
– E…– dziewczyna nie spodziewała się takiego powitania. No więc, przybywam w pewnej sprawie – orzekła rezolutnie. Nikt (oprócz starszej siostry) jeszcze nie zbił jej z tropu. Chcę znaleźć Królową, która pokaże mi jak znaleźć Klucz do Piątego Świata, czy jakoś tak.
– Los nam cię zesłał! – krzyknęła władczyni melodyjnym lecz ostrym głosem.
– Nieprawda, Królowa Światła.
– Jesteśmy ostatnią osobą, którą widzisz.
– Co ma pani na myśli? Psychopatka – dodała cicho.
– Giń – rzuciła w Neskę piorunem.
Ta uchyliła się przed ciosem, jednak przedstawicielka płci pięknej zafundowała jej jeszcze dwa.
– Co ty robisz?! – Agnieszka osłoniła się polem siłowym.
– Jesteśmy Asmilora, zapewne już o nas słyszałaś.
– Nie, skąd? – odpowiedziała dziewczyna rzucając elektrycznymi iskrami w Królową.
Jednak ta, odebrała cios dzięki mieczowi, który ściągał błyskawice i uderzyła ze zdwojoną siłą.
– Sonorie dekresco! – powiedziała dziewczyna i podleciała w górę. Po tym zaklęciu mogła unosić się w powietrzu przez minutę.
– Słyszałaś więc o naszym bracie?
– Kim on jest? – odpowiedziała uchylając się w powietrzu od kolejnych ciosów. – Kim?
– To materiał na najzdolniejszego władcę świata – westchnęła – Oczywiście trzeba go jeszcze sporo nauczyć. Nazywa się Zły.
Agnieszka opadła gwałtownie na ziemię.
– Zły? – powtórzyła dziewczyna.
– Tak, twoje trudy na marne. Nawet, jeśli jesteś „wybrana”, już nikt cię nie zobaczy. Mamy większą moc – prawdopodobnie rozmawiała z kimś, kto za chwilę padnie martwy, nie warto więc zdobywać się na jakiekolwiek emocje. Ciskała błyskawicami raz po raz, lecz pole siłowe odpierało jej cizary.
– Czyli nie powiesz mi jak szukać Klucza? – Agnieszka przeszła do konkretów – Nie jesteś TĄ Królową?
– Jesteś naiwna – władczyni ze śmiechu opuściła miecz-piorunochron na posadzkę i potknęła się o krzesełko stojące za nią.
– Aniron kroddo – czarodziejka wybiła szybę z jedynego okna w pokoju, wypowiedziała zaklęcie, aby mogła latać i wyfrunęła z wieży. Już chwilę później zbliżała się do Drzwi Komnaty.




















sobota, 4 kwietnia 2015

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 7


W tej krainie panował nieznośny skwar pomimo wczesnej pory. Agnieszka szła wydeptaną ścieżką.
Po prawej i lewej stronie rosły kolorowe kwiaty, a obok nich wysokie krzewy. Jednym słowem: „sielanka”, a dwoma: „beztroska sielanka”. Czarodziejka zapomniała już prawie po co przyszła do tej gorącej krainy.
– Och! – krzyknęła. W pewnym miejscu z gałązki zwisało niewidzialne COŚ. Dziewczyna zamknęła na chwilę oczy i starała się równo oddychać. Postawiła prawą nogę przed lewą i lewą przed prawą. Prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. Jeszcze tylko jeden krok…
– Uff! – teraz ostrożnie wyciągnęła rękę przed siebie – Aaa! – wrzasnęła bezgłośnie.
Spodziewała się niczego ale nie dotknęła pustki tylko… wełny. Tym razem spokojnie wzięła to coś do ręki.
– Wełna przemaka – stwierdziła Neska. – Po co komuś płaszcz, który przemaka? Po co niewidzialny płaszcz, który przemaka? – zastanawiała się głośno. Przypomniała sobie dodatkowe zajęcia z Wyczucia, przedmioty, które musiała zobaczyć nie ruszając się z miejsca. Mogła otwierać oczy, ale przedmioty pokryto niewidzialną dla oka tkaniną.
– Niewidzialność, niewidzialność – dziewczyna wyglądała tak jakby obudziła się z sennego koszmaru.
– Szpieg! Jest tutaj! – powiedziała, ale zaraz potem zamilkła. Agent mógł stać tu za krzewami a ona krzyczała, gadała i w ogóle zachowywała się całkiem nieodpowiedzialnie. Obejrzała się za siebie. Nikogo nie widziała, ani za sobą, ani przed sobą. Nie zaufała własnemu wzrokowi. Spróbowała go wyczuć.
– Miej się na baczności Nesko – szepnęła do siebie. – Czuję człowieka. Jest po prawej stronie żywopłotu. Bardzo blisko. No dalej kobieto. Musisz sprawdzić. Lee kordao – wypowiedziała zaklęcie pola siłowego i przedarła się przez krzaki.
– Co? Chatka? Tutaj? – No, zapytam o królową, tę, o której opowiadała ta wariatka. Przepraszam, że cię uraziłam, pani. Bla, bla, pani. Bla, bla, bla, pani! Jakby nie wiedziała, że nie jestem dorosła! Albo, że nie jestem jej władczynią! Ale mówiła coś o jasnowidzeniu, więc może wie, że kiedyś dorosnę? E…tam, zwykła krętaczka. Pewnie to przez te fałszywe klucze, biedna. Ale nie myliła się na pewno co do jednego; nie wiem jak szukać Klucza. I pewnie ma rację co do tej królowej, może mi powie, jak znaleźć. A ciekawe, co się stanie, jak odnajdę ten Klucz. Zło nie będzie mogło tego przetrwać, hmm. To może jak pokonam Złego, siostra stanie się prawdziwą Zofią. Dziewczyna zapukała do domku.
– Kto tam? – rozległ się znudzony głos.
– Czy wie pani, czy jest tu jakaś królowa?
– Nie, wchodź ugościmy cię albo jeśli nas szpiegujesz…No właź.
Wszędzie stały klatki ze zwierzętami. Agnieszka nie mogła na to patrzeć. Jazgot, pisk,wycie. Na pewno były wygłodniałe. Ich właściciele długo nie karmili swoich pociech.
– Jak się nazywasz? – zapytała kobieta – Hej, ty, jak się nazywasz?
– Agnieszka, nie mam nazwiska, psze pani. Zna pani tu jakąś królową? – ostatnia nadzieja powoli gasła. – hmm?
– Nie. Nie ma tu żadnej królowej. To wszystko? No, to wychodź. Nie chcemy tu gości.
– Jaki to świat i co tu robią te biedne zwierzęta? Ktoś powinien je nakarmić!
– Kraina Życia. Giną tu. Jak wiesz, Zły narobił dużo spustoszeń. Te, co jedzą rośliny muszą umrzeć. Inaczej zaczniemy głodować.
– Do widzenia – powiedziała. Nie miała co tam robić. Kolejne Drzwi czekały.


















sobota, 14 marca 2015

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 6


Usłyszałem, że coś dobija mi się do okna. Wiedziałem, kto to. Wcześniej nie chciałem wpuszczać jej do środka, ale wybiła szybę i wleciała sama. Potem musiałem przenieść się do innego pokoju na trzy miesiące (!) kiedy moje gnomy reperowały szybę. Tym razem nie popełniłem tego błędu. Biała Gołębica wleciała bez przeszkód do mojej komnaty i pośrodku zmieniła się w świetlistą postać.
– Dlaczego chcesz zabić niewinną dziewczynę? – zapytała kobieta. – Nie pamiętasz Marleny?
– A co ma do tego Marlena?! – burknąłem. Nienawidziłem, gdy przychodziła, gdy mówiła o Marlenie.
– Inga jest jego przyjaciółką, a Marlena twoją. Jeżeli zabijesz Ingę, twój szpieg cię znienawidzi. Stanie się taki jak ty.
– Ale ja nie zamierzam zabić tej jego przyjaciółki. Chcę go tylko postraszyć. A jeżeli nie posłucha…Nie zamorduję jej osobiście. Użyję Broni.
– Czyś ty zwariował? Mścisz się. Na niewinnych! 10 lat temu byłeś marzycielem, jakich mało. Kochałeś ją, mimo że nie miała ręki. Nie chciałeś panować nad całym światem, do czego dążyli twoi wujowie. Zamknęli cię w piwnicy – byłeś jako wolny, szczęśliwy ptak zbyt niebezpieczny dla nich, dla żądzy władzy. W ciemnym więzieniu – ciągnął Mój Wewnętrzny Głos – przestałeś wierzyć w dobro.
– Wcześniej byłem naiwny!
– Jestem tobą, Twoim Sumieniem, tym co masz w środku. Czemu mnie zakrywasz, czemu zakrywasz siebie!
– Ciągle dogadujesz! Nie mogłabyś mi czasem pomóc?! – krzyknąłem.
– Cały czas ci pomagam. Próbuję ci pomóc. Ale ja tu nic nie zdziałam. To ty musisz to zrozumieć.
– Podsunęłaś mi świetny pomysł! Zniszczę tę planetę!
– Zniszczysz Nimeru? I oczywiście zabierzesz ze sobą Marlenę i polecicie na Mireję do Układu Iris? Nie pomyślałeś, że tam teraz jest Geder? Nie pomyślałeś, że Marlena nie będzie chciała lecieć?
– A dlaczego miałaby nie chcieć? Jesteś okropnie uparta!
– Nieprawda! – Sumienie roześmiało się. – To ty jesteś uparty.
– Rozmowa z tobą nie ma sensu! – odciąłem się.
– Nie ma sensu kłótnia z samym sobą.
– Idź stąd bezmózgi Ptaku! – miałem jej dość. – No już, okno jest otwarte.
– Ciesz się, że mnie jeszcze masz. Kim jest Geder?
– Hmm! Ykchym! Ychy, ychy! – poszedłem zamknąć okno. – Zimno tu.
– To ty jesteś zimny. Psujesz się, gnijesz – przebiegł po mnie dreszcz, to brzmiało jak proroctwo, niespełnione proroctwo, które zagrażało wszystkim antagonistom. – Kim jest Geder?
– Jest moim synem. Skolonizował dziką planetę Doo – Librees i nazwał ją swoim imieniem. Zamierza zdobyć Mireję. Moja krew! Ale…
– Jest twoim synem?
– Nie! Adoptowałem go. Przestań zadawać głupie pytania! Dłużej tego nie wytrzymam – brakowało mi sił, żeby z nią rozmawiać – Przecież jesteś mną tak czy nie?!
– Jestem tobą, masz rację i wiem o czym myślisz, ale nie wiem, co sobie wmawiasz – ten jej kamienny spokój doprowadzał mnie do szału. – Popatrz na mnie. Jaka jestem? Brzydka, obleśna?
– Piękna. Jesteś piękna – nie mogłem skłamać – I co?
– Ja jestem tobą. To ty jesteś piękny. Tylko mnie nie ukrywaj. Przestań się psuć.
Świetlistej wyrosły złote skrzydła, ona sama skurczyła się i już jako Gołębica wyfrunęła przez okno, lecąc w promieniach wschodzącego słońca.

























piątek, 27 lutego 2015

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 5.


Tym razem Agnieszka nie znajdowała się na wolnym powietrzu, jak w dwóch poprzednich Krainach tylko w jakimś budynku, najprawdopodobniej w pałacu. Wiele lamp oświetlało pomieszczenie, nie było nigdzie miejsca na ciemność, a jednak dało się tam odczuć pewną sztuczność, tak jak blask słońca niepodobny jest do energii elektrycznej. W sali tronowej, na marmurowej posadzce stało złote krzesło i nic poza tym. Zza niego wychyliła się jasna postać. Rozejrzała się, jakby sprawdzając, czy nikogo nie ma. Widząc młodą dziewczynę podeszła do niej i położyła dłoń na jej ramieniu.
– Aaa! – wrzasnęła czarodziejka.
– Nie bój się, pani, nic ci złego nie uczynię – szepnęła.
– Dzień dobry, jak się pani nazywa?
– Lilian – odpowiedziała kobieta.
– Ja jestem po prostu Agnieszka, nie jestem „panią”– pewnie władczyni uważała ją za dorosłą.
– Już niedługo, pani. Jestem Królową Krainy Światła. Czemu więc mam zakrywać prawdę, skoro światło nie znosi niejasności?
– Ty…przepowiadasz przyszłość? – Neska tak się zdziwiła, że zapomniała o formie grzecznościowej.
– Widzę jasno, ale nie wszystko, a przeszkody Złego wcale mi nie pomagają, pani.
– Czy misja się powiedzie, proszę pani? – zapytała Agnieszka.
– Twoja siostra żyje – rzekła Królowa – Pani, ja nie mogę ci powiedzieć. Przepowiednie są niebezpieczne. Jeżeli powiem, że nic się nie uda, zaczniesz myśleć…Och, przepraszam, jeżeli cię uraziłam, pani. Myśleć, och myśleć o tym i zapobiegać. A gdybym ci powiedziała, że wszystko dobrze, ty pobiegłabyś do siostry. Naprawdę, nie wiem, co by się stało GDYBYŚ ZROBIŁA NIE TO, CO ZROBISZ, pani.
– Gdzie ona jest? – dziewczyna myślała tylko o jednym.
– Zofia…w skórze modnisi – czarodziejka zorientowała się, że obracała się wokół własnej osi, zaś Królowa obracała się wokół niej, tak, księżyc krąży wokół własnej planety. Obie: nastolatka i Królowa Światła podążały do złotego krzesła podobnie jak planeta i księżyc krążą wokół własnej gwiazdy, tylko, że obie zbliżały się do tronu, a nie okrążały go.
– Wystarczy, że usiądziesz…A zdejmę diadem z głowy i dam go tobie. Była raz sobie wróżbitka, która nie zostawała ludzi na pastwę losu. Dowiedziała się, że władca kraju, w którym mieszkała umrze z powodu pewnego psa, który zagryzie go we śnie. Wtedy powiedziała o tym królowi z zapewnieniem, że uratuje go, jeśli ten ofiaruje jej pięć diamentów wielkości pięści. Władca zgodził się. Wtedy kobieta poszła do domu, w którym mieszkał pies, ukryła się i otruła go, lecz pilnował go właśnie parobek, ponieważ właściciel pojechał na targ. W domu zauważył martwego psa i w wielkiej złości wyrzucił parobka za drzwi. Niestety była zima i parobek zamarzł na mrozie. A nieszczęśliwie był to najmłodszy syn króla, który nie miał już szans na tron, bo przed nim był szereg siedmiu starszych braci. Nie chciał przez całe swoje życie pozostawać księciem, więc poszedł do pracy. Kiedy władca dowiedział się o śmierci syna wpadł w czarną rozpacz. Poszedł do gospodarza i zapytał go, czy rzeczywiście jest winny
– Nie, nieprawda mości władco – prychnął tamten – po prostu go wygoniłem – bo zabił mi psa. Najlepszego!
Władca nie wiedział co o tym myśleć. Najchętniej rzuciłby się na swego rozmówcę, ale nie chciał wydawać pochopnego wyroku. Powrócił do swojej komnaty, aby nad tym w spokoju pomyśleć. Wtedy do króla przyszła wróżbitka ze słowami:
– Panie mój, uśmierciłam psa, który ci zagrażał! – powiedziała zadowolona.
– Co! Ty, czarownico zabiłaś mi syna – rzucił się na nią z mieczem. Zginął pies, wróżbitka, parobek, a i król nie uniknął śmierci. No właśnie. Okazało się, że kobieta otruła nie tego psa. Ale ty…– tym razem Królowa Światła zwróciła się bezpośrednio do Agnieszki – Ale ty…Ty możesz być inna. Ty będziesz czuwała nad dobrem. Ja już nie mam siły. Ty będziesz ją miała…
– Siostra – przypomniała czarodziejka – Jeżeli tu nie ma Klucza, to chyba muszę już iść.
Lilian wybuchnęła płaczem.
– Przepraszam, pani – mówiła przez łzy – Trzymać przyszłość…Nie mówić więcej niż konieczne…– odetchnęła głęboko. – Taki już mój los. Jeszcze nie wiesz, jak szukać Klucza, pani. Powie ci to jakaś inna Królowa. Idź już. I nie zważaj na senne koszmary. Zły jeszcze nie zabił Zofii. Ale spiesz się.



















sobota, 21 lutego 2015

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 4.


Komnata była dziwna. Jedyna w swoim rodzaju. Taka…myślana. Tylko w szczególnych wypadkach czuło się tam ból, złość, żal i radość. Ściany, blado-różowe i puste, zupełnie obojętne. Tu można było spokojnie pomyśleć. To właśnie czyniła młoda czarodziejka. Przypominała sobie słowa siostry, list oznakowany czarnym półksiężycem, szpiega. Nie budziło to w niej jednak takich emocji jak parę godzin temu. Wtedy zegarek wskazywał 12.00, a teraz już wieczór. Agnieszka podeszła do następnych w kolejności Drzwi – opatrzonych pomarańczowym kamieniem szlachetnym. Żarzył się ognistym, zachłannym światłem. Jak oko, które patrzy na wszystko pożądliwym wzrokiem, chcąc wciągnąć każdego śmiałka w swoją otchłań. W Komnacie jako takiej nie mogły zaistnieć odczucia, ale to właśnie kamienie je budziły. Uosabiały to, co znajduje się w danym Świecie. Ale Agnieszka musiała otworzyć Drzwi.
– No, weź się w garść i skończ już z tym! – pomyślała.
* * *
– O jeny, jak tu gorąco! – wykrzyknęła i wyciągnęła z plecaka butelkę wody. Otoczył ją las włóczni.
– Poddaj się – rozkazał jeden ze strażników.
– Odłóż wodę – powiedział drugi.
– Nasza Najjaśniejsza Pani, Strija Ognista zakazuje używać wody w swoim królestwie. Teraz musisz pójść z nami.
– Co? – zdziwiła się dziewczyna. – Ja muszę pić. Jest tu gorąco i zaraz się ugotuję.
– Brać ją! – rozkazał jeden z ważniejszych żołnierzy. Wszyscy byli z płomienia, toteż drzewce włóczni czerniały z każdą sekundą.
* * *
Sala tronowa przerażała swoim ogromem. Potężne filary wspierały sufit. Między nimi stały metalowe rzeźby, przedstawiające ludzi w naturalnych rozmiarach. Każda trzymała w dłoniach żelazną miskę z ogniem w środku. To był żywy płomień, to byli uwięzieni w naczyniach mieszkańcy Krainy Ognia, słudzy, gotowi na każde skinienie Królowej.
– Kim jesteś?! – syknęła władczyni.
– No…Tak w sumie to Agnieszka.
– Nazwisko?!
– Co?
– Wiadomo przecież, że w dalekich Realiach, gdzie wszyscy są prawie cali z wody używa się nazwisk – Strija wydawała się zdziwiona, a i jej głos mile się odmienił.
– Ale ja nie pochodzę z Realiów. Realia? Co to jest?
– Tak? – mruknęła Królowa, po czym przemówiła głośno – To szpieg. Zamknąć ją! – krzyknęła.
Kilku żołnierzy okrążyło dziewczynę.
* * *
– Gdzie ja jestem? – było to pierwsze pytanie, które zadała sobie Agnieszka. – W pałacowych lochach – była to również pierwsza odpowiedź, której ona sama sobie udzieliła.
W małej celi panowały ciche ciemności. Jedynie kraty błyszczały ogniem.
– Co robić? – myślała Agnieszka. Wyciągnęła z plecaka „Spis potrzebnych zaklęć”, ale mrok nie pozwalał jej przeczytać nawet jednego czaru z księgi mimo jasnych krat.
– Szlaje – wyszeptała, aby nie obudzić strażników śpiących przed wejściem. W dłoni rozbłysło słabe światełko (tego czaru wszyscy trzecioklasiści musieli nauczyć się na pamięć). Dziewczyna otworzyła „Spis…”, jednocześnie jedną ręką cały czas trzymała iskierkę. Oczy zamykały jej się same. Powoli kartkowała strony, ponieważ w książce brakowało spisu treści: „Szybkie uzdrowienie”, „Skrzydła”, „Otwieranie przejść”… O, to to. „Dotknij wejścia,…” O, nie, nie, nie. Spalę się. „Wyzwolenie mocy: Telekineza”. Nie, to za trudne. „Pole siłowe”, „Rozniecanie Ognia”, „Światło”, „Niewidzialność”…No nie! – krzyknęła. Pozostałe kartki zostały wyrwane – No nie! Po prostu świetnie! Po pros…
* * *
Chodziła po pokoju w swoim domu. Obrazy spadały ze ścian, a krzesła przewracały się. Na środku pomieszczenia tworzył się zielony wir, który popychał przedmioty w jej kierunku.
– Ona nie żyje! – szeptały – Ona nie żyje!
Agnieszka wiedziała, że chodziło o jej siostrę. Teraz zrozumiała, że nie mogła wrócić do domu. Musiała odnaleźć Klucz. Już raz zawiodła Zofię.
– Teraz jej nie zawiodę! – powiedziała do mebli. Wtedy obrazy i krzesła wciągnął wir. Zmienił kolor i zniknął. W pokoju został tylko ogromny, drewniany stół, na którym leżała otwarta książka. Wylatywały z niej kartki i…
* * *
– Pi, pi, pi, obudź się! – Neska przetarła oczy. Stały przed nią trzy szare myszy.
– Musisz stąd odejść. Tu jest bardzo niemiło, brzydko i niefajnie – powiedziała myszka z różową kokardką na uchu. – Ja jestem Rózia. Moja siostra, ta z zieloną wstążką to Mango, a ta malutka to Jagoda. Nie ma jeszcze takich wstążeczek jak my, bo jest jeszcze mała i zamiast tego nosi dzwoneczki na szyi, żeby się nie zgubiła.
– Eeeeee – Agnieszka mrugała szybko oczyma – Wy umiecie mówić? A może wypowiedziałam niechcąco jakieś zaklęcie? – odruchowo spojrzała na ręce, żeby sprawdzić, czy nie trzyma w nich czegoś podejrzanego.
– Możemy już stąd uciekusiać. No, chyba, że masz jakieś inne planusie – powiedziała Mango.
– Tak, chyba, chyba! – potwierdziła Jagoda, najmłodsza z myszek.
– Musimy tylko poszerzyć tunel, bo ten, który zrobiłyśmy jest dla ciebie za mały – orzekła Róża.
– Dziękuję, chcecie tosty? – czarodziejka nie wiedziała, jak się odwdzięczyć
– Nie – odpowiedziała Różyczka – Brakuje nam sera. Zły niszczy cały świat i nie mamy co jeść. To jest bez sensu. Um!
– Jesteśmy głodniusie – westchnęła Mango – Pokoniusiasz Złegusia?
– Pokoniusiasz? – powtórzyła Jagódka.
– Spróbuję – dziewczyna zmartwiła się. Komu jeszcze Zły mógł zagrażać? Agnieszka wsunęła się do dziury
– Aaaaaaaaaaaa – krzyknęła, bo tunel był o wiele dłuższy niż się spodziewała, a ona sama leciała wgłąb ziemi z prędkością tinalum.
Jęknęła. Wszystko ją bolało. Po jeździe w tej dziurze urządzonej przez myszy trzeba było rozprostować kości. Krzyknęła bo tuż przed nią znajdowały się Drzwi do Komnaty. Natychmiast pobiegła w tym kierunku.
Komnata…Jak zawsze obojętna na bóle światów…Nowoczesna, a jednak pradawna…Wystarczyło podejść do Drzwi i otworzyć…Ale kamień…Ta obrzydliwa żółć, to chore światło! Wystarczyło tylko popchnąć Wrota…










































niedziela, 21 grudnia 2014

"Kiedy kolory stają się tęczą", Rozdział 3

Znajdowała w sześciokątnej komnacie. Sześć drzwi, sześć ścian. Dziewczyna starała się zobaczy¢, według jakiego klucza są rozmieszczone. Obróciła się wokół własnej osi, na każdych widniał drogocenny klejnot. Może należało otworzyć najpierw te z granatowym, albo z zielonym?
Mam! - krzyknęła. -To legendarna tęcza! Pierwszym kolorem w tęczy jest czerwień!
Agnieszka podeszła do wrót opatrzonych karmazynowym kamieniem szlachetnym. Przypominal zakrzepłą krew. Co więcej, miał w sobie coś szczególnego; jakby gorycz przeżyć opisującą to co jest za drzwiami. Agnieszka nie chciała przejść. Wtedy zobaczyła siostrę.
"Zabije mnie. . ." - charczała i upadła na posadzkę. Tak, to dla Zofii wyruszała w podróż. Po to, żeby Zły jej nie zabił. Nie dla harmonii świata.
I dlatego własnie otworzę te drzwi! pomyslała.
* * *
Stała tam młoda kobieta. Mogła mieć ze dwadzieścia lat. Patrzyła na Agnieszkę kocimi oczyma. Nosila szary płaszcz, który sięgał jej do kostek.
- Jestem Mir-Wana i czekam na ciebie.
- Mylisz si¦. Nie czekasz na mnie. Ja tylko szukam Klu- cza. Bo wiesz, moja siostra nie ma ciała, a Zły chce ją zabić - tłumaczyła Agnieszka.
- Ty tez więc o nim słyszałas?
- O kim?
-O Złym.
- Tak, słyszałam. Ale, tak właściwie to kto to jest?
- Zobaczysz jak pójdziesz.
Pójdę orzekła Agnieszka.
Szły w milczeniu jeszcze przez kilka minut, gdy ich oczom ukazał się okropny widok: wielu mieszkańców Krainy Miłości leżało na ziemi zwijając się z bólu.
- To on to zrobił? przestraszyła się Agnieszka. Odwróciła wzrok od rannych.
- Tak - powiedziała Mir-Wana. - Najgorsze, że nie możemy im pomóc. Każdy, kto ich dotknie zarazi się trucizną.
Wtedy dwunastolatka poczuła wielki przypływ energii. Elektryczne iskry szybko biegły po jej ręce. Nie wytrzymała ciężaru siły, która ją ogarnęła. Cisnęła nią w ziemię i z braku mocy zemdlała.
Dżunga ine weja kamero, e bazuna kas empero.
Eni wort est kentireja, fen dro eni. Agnieszka eni lue dafne, ker tiri Neska eni lueste.
Ne dafne eni rutin krutesse, fen eni wort.
(Tak śpiewali mieszkańcy Krainy Miłości. Oto najdokładniejsze tłumaczenie, jakie udało się znaleźć: Piorunem w ziemię uderzyła i wszystkich nas uratuje. Jej klucz jest przeznaczony, dajmy go jej. Agnieszka jej pełne imię, w domu Neską ją zwą. Lecz imię jej będzie zmienione, dajmy jej Klucz.) Mieszkańcy Krainy nosili młodą czarodziejkę, podrzucali w górę i śpiewali swoj¡ pieśń, dzi¦kuj¡c za cudowne ocalenie »ycia wszystkim rannym. Po kilku godzinach zaniesiono j¡ do chatki Mir-Wany. Jej ojciec rozpoczął przemowę
- Zebraliśmy się tutaj, aby uczcić rozpoznanie tej, której Klucz jest przeznaczony - rozległy się oklaski. - A wi¦c nie przedłużajmy już tych ceregieli i dajmy jej to, co powinno od dawna do niej należeć! - oznajmił. Agnieszka wystąpiła na środek.
- Proszę, oto twoja własność powiedział ojciec Weź to i pomyśl o Krainie Empatii.
Agnieszka wzięła klucz, skupiła się. Zebrani trwali w napięciu. Po dłoni czarodziejki przebiegały niebieskie iskry. Klucz unosił się wolno w górę. Krople potu kapały jej z czoła. Jednak nic oczekiwanego nie nastąpiło. Wkrótce zebrani zaczęli się niecierpliwić.
- Hej, hola! - krzyknęła pomarszczona staruszka. - Przecież ona nic nie robi! Kpi sobie z nas! Kpi sobie z naszej Krainy! Nie możemy powierzać jej ważnych misji! A teraz wynoś się, chyba, że chcesz, abyśmy zrobili z tobą to samo, co Zły zrobił z nami!
Mieszkańcy Krainy Miłości zapomnieli o cudownym uzdrowieniu rannych. Przegonili Agnieszkę do drzwi w ich Krainie, krzycząc tak głośno, że nie słyszeli słów. Tuż przy wyjściu Mir-Wana podeszła do Agnieszki i oznajmiła:
- Ten Klucz jest fałszywy. Zły zrobił nam po jednej atrapie do każdego ‘wiata. To wyniszcza nas od środka. Pamiętaj, to Kraina Miłości. Zobacz, co z nami zrobiły fałszywe klucze. W następnych Krainach będzie jeszcze gorzej. Wierzę, że jesteś prawdziwą wybraną.
- Dobrze, zapamiętam, ale chcę uratować swoją siostrę Nie będę szukac przeznaczenia - Agnieszka trzasnęła Drzwiami nie dając czarnowłosej kobiecie nic do powiedzenia.

sobota, 13 grudnia 2014

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 2

Rozdział 2.

Dziewczyna opuściła popołudniowe lekcje, ale sprawa jej siostry przewyższała codzienne zajęcia. Należało pójść do domu, spakować się, założyć pierścień i ruszać w drogę.
- Samowyrabiający tosty toster - jest - powiedziała Agnieszka do siebie. - "Spis najnowszych zaklęć tom pierwszy": jest. "Spis przydatnych zaklęć": jest. "Spis legendarnych zaklęć", tom pierwszy, drugi i trzeci: są. Dwie butelki z dołączonym zaklęciem zapełniającym: są.
W tej samej chwili, gdy Agnieszka wypowiedziała te słowa przez okno jej pokoju wpadł list oznakowany czarnym półksiężycem.

Droga uczennico!
Wszystkie światy żyją w dysharmonii - uratuj je i swoją siostrę. Kiedy znajdziesz Klucz, dotknij go, pomyśl o Krainie Empatii, a Wrota się otworzą. Uważaj na szpiegów!
Legenda

O co chodzi? - pomyślała Agnieszka. Nie wiedziała, że będzie to takie skomplikowane - To wszystko i jeszcze szpiedzy! Natychmiast wyobraziła sobie czarnego typka, który siedzi na suficie i patrzy się na nią. Spojrzała w górę. Wtedy pierścionek drgnął, jakby ktoś przed chwilą go dotykał. Skuliła się.
A więc szpieg już tam jest! - pomyślała. Zebrała całą odwagę w sobie i założyła pierścień.

niedziela, 7 grudnia 2014

"Kiedy kolory stają się tęczą" Rozdział 1

Agnieszka wyglądała na najzwyklejszą uczennicę szóstej klasy Szkoły dla Wróżek, Czarodziejek, Elfów oraz Innych Dziewcząt Posiadających Umiejętność Korzystania ze Sztuki Magicznej - ale cóż, w tym wypadku pozory mylą. Kozioł ofiarny. Oto, czym była. Olena, córka Faki, nauczycielki, której nienawidzili wszyscy uczniowie wpływała na wiele rzeczy. Dziewczyna donosiła na ściągaczy i kompromitowała publicznie, pod warunkiem, że ktoś jej za to zapłacił. Wybierała też swoich "ulubieńców".
Gdyby Zofia żyła, może udałoby się poćwiczyć rzucanie piorunem na kartkówkę z... nieważne. Musiała się tego nauczyć, jeżeli nie chciała powtarzać semestru. Napięła dłonie i z bezładnych iskier utworzyła się błyskawica. Łatwizna. Rzut wymagał więcej energii. Minęło kilka minut, gdy na Sali Bojowej - hali, przeznaczonej do ćwiczeń rozległ się okrzyk. Udało jej się pierwszy raz. Hologramowa tarcza pękła na chwilę. Ale na kartkówce na pewno spudłuje. Ktoś wszedł na Salę.
- No, no, no. Kogo my tu mamy? Moja ulubienica.
- Przestań, Oleno! Jeżeli nie zdam, to będzie to tylko i wyłącznie twoja wina!
- Hmm... Może i tak, ale... komu to udowodnisz? No właśnie. Więc wyjdź.
- Masz jeszcze przecież miejsce. Nie muszę odchodzić.
- Ale JA CHCĘ ćwiczyć sama. Więc wyjdź - czarnowłosa wskazała na drzwi.
OK. To będzie czwarta jedynka w tym roku, chociaż dopiero zaczynał się październik. Ale z Oleną nie warto zadzierać. Nie zda.
- Zaczekaj! - zawołała czarodziejka zupełnie nie swoim tonem. Tonem: proszę, pomóż mi.
Agnieszka odwróciła się.
- Nic dla ciebie nie zrobię.
Olena nie odpowiedziała. Zamiast tego wykonała układ taneczny, układ wymyślony przez Zofię. Przecież ona nie żyła od wakacji, a wtedy Olena dołączyła do Szkoły. Podczas, gdy wirowała na deskach Sali Bojowej jej czarne jak smoła włosy wydłużyły się i zbrązowiały. Skóra nabrała pigmentu i karmel rozkwitł na policzku. Jeansy zmieniły się w falbaniastą spódnicę.
- Nie rozmawiam z duchem - Agnieszka cofnęła się.
- To ja. Nie mamy wiele czasu. Nie przerywaj i o nic nie pytaj. Nie zginęłam w płomieniach. W chwili, gdy ogień już miał mnie dosięgnąć zobaczyłam superbohatera z literą "Z" wyszytą na uniformie. "Jeszcze mi tu brakuje wybawiciela" - pomyślałam, no bo wiesz, ci ze Szkoły Książąt, Czarowników, Superbohaterów i Wybawicieli to sami kłamcy. Zależy im tylko na sławie. Na szczęście "Z" mnie uratował. Zawiózł mnie do pięknego pałacu, gdzie wszystko jest piękne oprócz lochów. A do lochów właśnie mnie zawiózł - Zofia mówiła szybko i bez wytchnienia. - Siedziałam tam dwie godziny, zapewne  po to, żebym zmiękła. Potem przyszedł Zły (w rzeczywistości nie był księciem ani wybawicielem tylko złym, jak świadczy jego imię, czy też przydomek) i powiedział  takim dorosłym tonem: "Oddaj mi pierścionek!"
- Zaraz, zaraz, o co chodzi z tym pierścionkiem -  Agnieszka nie nadążała za słowotokiem. - Nic nie rozumiem. Jaki pierścionek?
- Nie mówiłam ci o nim, bo był bardzo niebezpieczny. Teraz nie mam wyjścia. Może przenosić do innny ch światów: sześciu Światów Tęczowych. Potem ci wytłumaczę. Ja powiedziałam do Złego: "Nigdy go nie dostaniesz!". A on wtedy: "To może nauczy cię, że nie należy sprzeciwiać się starszym". Starszym! On ma dopiero 20 lat! Zmienił mi ciało, zachowania i wiek. Zapisał mnie nawet do twojej klasy, żebym dokuczała ci nie jako siostra. Myślał, że...
- Po co temu Złemu jakiś pierścionek?!
- Po to, żeby go zniszczyć.
- A po co miałby go niszczyć? Po to, żeby zmniejszyć szanse na odnalezienie Klucza do Piątego Świata. No, a więc Zły myślał, że...
- A po co miałby zmniejszać jakieś szanse?
- Bo Zły jest Zły, a kiedy otworzy się Wrota do Krainy Empatii, zło nie będzie mogło tego przetrwać. Miałaś nie przerywać i nie zadawać pytań. No więc, Zły myślał, że jako Olena, chciwa i pazerna Olena oddam mu pierścionek, ale nie udało się. Uważałam, że jest na prawdę cenny. Widziałabyś, jak błaga mnie o pierścień, proponuje w zamian diamentowe naszyjniki! - dziewczyna spoważniała. - Twoim zadaniem jest użyć pierścionka, żeby odnaleźć Klucz do Krainy Empatii. Nikt nie wie, jak on wygląda. Wiadomo tylko, że jak pomyślisz o Krainie Empatii i będziesz miała Klucz w dłoniach Wrota się otworzą - Zofia bledła i coraz więcej cech Oleny przykrywało jej ciało. - Idź... Znajdź... Ja nie mogę... Nie mam powłoki... Pierścionek daję ci siłą woli... Jeżeli Zły dowie się, że dałam komuś pierścionek... Zabije mnie - wtedy Zofia upadła na deski Sali Bojowej i ponowna przemiana się dokonała: przed Agnieszką leżała Olena.